Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 czerwca 2019

13 faktów o Wielkiej Brytanii


#1. Co może królowa


Rodzina królewska jest obecnie właściwie tylko ozdobą. Kiedyś królowa decydowała o wszystkim, teraz jej rola ogranicza się do przyjmowania gości, brania udziału w różnych imprezach, uśmiechania się i przyciągania turystów. Nie oznacza to, że zupełnie nic nie ma do powiedzenia. Elżbieta II ma prawo mianować i odwoływać ministrów, przyznać i odebrać paszport oraz wypowiedzieć wojnę.

#2. Królowa nie ma paszportu

via shutterstock.com
Królowa udziela zgody na wydanie paszportu swoim obywatelom, ale sama go nie posiada. Gdy podróżuje do obcych krajów, jedzie jako dyplomata i przechodzi przez wszystkie kontrole jak przez powietrze. Może jechać w każde miejsce na Ziemi i nikt nie śmie poprosić jej o dokument identyfikacyjny ani zważyć jej walizki. Ta to ma życie!

#3. Elżbieta II ma niezły majątek



Może i nie ma prawdziwej władzy, ale legalnie posiada 1/6 terytorium świata. Oprócz Wielkiej Brytanii jej własnością jest ponad 30 terytoriów, wliczając w to Australię, Jamajkę i Kanadę. W każdym z państw będących częścią Wspólnoty Narodów, monarcha brytyjski jest uznawany za głowę państwa, mimo że faktyczne rządy spoczywają w rękach prezydentów.

#4. Picie nieletnich



Nasze skojarzenia z typowym Brytyjczykiem to zazwyczaj pijaniutki turysta w Krakowie lub jeszcze bardziej pijany kibic piłkarski. Kufelek piwa jest już oficjalnie częścią diety Anglików. Zgodnie z prawem osoba, która nie ukończyła 18 lat nie może kupić alkoholu w barze i sklepie, ale osoba powyżej piątego roku życia może legalnie pić alkohol w domu, pod warunkiem, że jest pilnowana przez rodzica.

#5. Konina



Koninę można zjeść prawie wszędzie, jednak w Wielkiej Brytanii jest to nielegalne. Pamiętacie skandal z 2013 roku, kiedy okazało się, że w mięsie wołowym była domieszka koniny? Dla Brytyjczyków był to szczególny cios. Od tamtej pory każdy koń, kucyk, muł oraz… zebra musi mieć swój paszport. Ma to zapobiec zabijaniu tych zwierząt w celu konsumpcji.

#6. Dopiero niedawno zniesiono niewolnictwo



Niewolnictwo? Przecież to Stany Zjednoczone! Jednak i Wielka Brytania ma na swoim koncie wiele niechlubnych przypadków legalnego niewolnictwa. Mimo że zakaz handlu niewolnikami na terenie Imperium Brytyjskiego uchwalono w 1833 roku, to w Wielkiej Brytanii kwitł na dobre handel ludźmi. Wykorzystywano ich w seks biznesie lub jako darmową siłę roboczą. Dopiero w 2010 roku wprowadzono prawo zabraniające sprzedaży ludzi do pracy w prostytucji, a od 2013 pracuje się nad ustawą o współczesnym niewolnictwie.

#7. Obozy koncentracyjne



Niemcy nie byli twórcami pomysłu na obozy koncentracyjne, które budowali podczas drugiej wojny światowej. Brytyjczycy jako pierwsi wpadli na ten pomysł podczas wojny z Burami w 1902 roku. Lord Kitchener zamykał w specjalnych obozach rodziny bojowników burskich. Rodziny dostarczały żywność i zajmowały się rannymi żołnierzami, okrutny pomysł Brytyjczyków utrudnił Burom życie.

#8. Dzieci trzech rodziców



Wielka Brytania jest pierwszym na świecie państwem, które w 2015 roku zalegalizowało sztuczne zapłodnienie przy wykorzystaniu DNA trzech osób - dwóch kobiet i jednego mężczyzny. Metoda polega na wykorzystaniu niewielkiego fragmentu DNA trzeciej osoby i pozwoli na urodzenie zdrowego dziecka osobom z chorobami genetycznymi. Wielu ludzi było oburzonych tym, że rząd brytyjski bawi się w Boga, ale dla rodziców obarczonych chorobami genetycznymi jest to szansa na zdrowe dziecko.

#9. Kate Middleton wspomaga gospodarkę



Kate Middleton, sympatyczna, śliczna i świetnie ubrana dziewczyna, stała się wzorem dla Brytyjek. Cokolwiek założy przyszła królowa natychmiast znajduje się w sklepach. Przeciętna mieszkanka Anglii wydaje średnio 250 funtów na to, aby upodobnić się do Kate. Nie tylko producenci odzieży zarabiają na żonie księcia Wiliama. Fryzjerzy i pracownicy salonów piękności mogą z zamkniętymi oczami czesać i malować klientki tak, aby wyglądały jak uwielbiana Kate.

#10. Historia



Historia Anglii jest tak stara, że większość krajów przy staruszce Brytanii to dzieciaki. Stare zamki, zabytki, domy, które mają średnio 200 lat, Stonehenge i mury obronne świadczą o tym, że Anglia ma za sobą kawał historii. Najstarszy znaleziony przez archeologów dom znajduje się w Yorkshire i ma ponad 10500 lat. Naukowcy sądzą, że służył za schronienie dla ludzi podczas ostatniej epoki lodowcowej.

#11. Sympatie dla nazistów



Edward VIII, wujek obecnej królowej, był zachwycony, gdy naziści doszli do władzy. Na tym zdjęciu widzimy go w otoczeniu kilku niemieckich nazistów. Przyjaźnił się z niemieckim ambasadorem, a przy okazji szpiegiem - Leopoldem von Hoeschem. Wypłynął również na światło dziennie film nakręcony w 1933 roku, na którym można zobaczyć młodziutką Elżbietę i jej siostrę wykonujące nazistowskie pozdrowienie.

#12. Jedna na trzy kobiety dokonała aborcji



Od 1967 roku aborcja jest legalna w Anglii, Szkocji i Walii. Nikt nie uważa, że jest to niemoralne czy też może być nielegalne. Liczba aborcji ciągle rośnie. W 1995 roku wykonano 154 300 aborcji, a w 2013 trochę ponad 200 000. Uważa się, że liczba aborcji może nadal rosnąć, ponieważ kobiety skupiają się bardziej na robieniu kariery niż na zakładaniu rodziny.

#13. Można legalnie zabić Szkota


Jest to prawo, które obowiązywało w przeszłości, a obecnie jest tak zwanym prawem martwym, ale nikomu się nie chce go zmienić. Obecnie Anglicy przyznają, że Szkoci to też ludzie i nie żywią morderczych zamiarów wobec nich, ale prawo miasta York pozwala teoretycznie na zabicie Szkota, który wchodzi w mury miasta uzbrojony w łuk i strzały.

poniedziałek, 24 grudnia 2018

Zasadzka na szkockiego tygrysa

24-letni szkocki farmer Bruce Grubb urządził tego wieczoru parapetówkę w nowym domu. Goście bawili się świetnie, a gospodarz wyszedł na chwilę do obory, by sprawdzić, jak sobie radzi jedna z jego 200 krów, która była w mocno zaawansowanej ciąży. Na pewno nie spodziewał się, że w swoim budynku gospodarczym natknie się na... tygrysa.

#1.

Kliknij i zobacz więcej!

Byłem "na posterunku", ponieważ krowa mogła rodzić lada chwila i nie piłem alkoholu. Poświeciłem latarką po ścianach obory i zobaczyłem, że coś siedzi w oddali.

#2. Taki post zamieścili na swoim facebookowym profilu policjanci z North East.

Kliknij i zobacz więcej!

Tak, to prawda - nasi oficerowie mieli prawdziwie ryczącą zmianę w tę sobotnią noc...
George Cordiner, inspektor policji w Peterhead powiedział: "W późny sobotni wieczór otrzymaliśmy telefon od niezmiernie zaniepokojonego członka naszej społeczności, który twierdził, że dzikie zwierzę przebywa na wolności, na terenie jego farmy w okolicy Hatton".

#3. Gdy stróże prawa dotarli na miejsce, bardzo szybko zlokalizowali zwierza.

Kliknij i zobacz więcej!

Tak, informacja była doprawdy niecodzienna, ale każdy telefon o potencjalnym zagrożeniu życia traktujemy poważnie. Podjęliśmy czynności, by zweryfikować tę wiadomość tak szybko, jak to możliwe. Skontaktowaliśmy się z pobliskim rezerwatem przyrody, by upewnić się, że żaden osobnik im ostatnio nie uciekł.

#4. Kilka radiowozów z posterunku w North End otoczyło farmę.

Kliknij i zobacz więcej!

#5. Po 45 minutach oczekiwania, podczas których tygrys nie drgnął nawet o milimetr, ktoś nieśmiało rzucił hasło, że chyba coś jest nie tak...

Kliknij i zobacz więcej!

#6. W końcu, utrzymując pełną koncentrację podczas marszu, policjanci zbliżyli się na tak niewielki dystans, że byli w stanie odróżnić dziką bestię od... pluszowej maskotki wielkich rozmiarów.

Kliknij i zobacz więcej!

Sprawa została wyjaśniona po 45 minutach, kiedy to oficerowie zdołali podejść i ustalić, że nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Doceniamy, że co prawda był to fałszywy alarm, ale telefon został wykonany w szczerych intencjach...

#7. Internet ma niezłą zabawę ze stróżów prawa. Ten komentarz chyba najlepiej podsumowuje całą sytuację.

Kliknij i zobacz więcej!

Czy nikt naprawdę nie pomyślał: Hej, chwileczkę. Przecież my nie mamy tygrysów w Szkocji...

Jak na razie nie wiadomo, kto położył tygrysa w oborze, w jakim celu, ani dlaczego nie przerwał zabawy w momencie, kiedy zostały poinformowane służby mundurowe. Ciekawe, czy szkoccy policjanci będą w ogóle szukać dowcipnisia, czy po prostu doszli do wniosku, że... wystarczy upokorzeń jak na jeden sobotni wieczór.


Źródło: boredpanda.com

sobota, 3 marca 2018

Policja w Wielkiej Brytanii - pierwsze razy i życie codzienne



#1. Pierwsze aresztowanie

Zmiana nocna. Generalnie sporo zgłoszeń typowo weekendowych. Czyli zmęczony klient kimnął pod pizzerią, awanturka pod pubem, mąż wyjaśniający żonie, że zupa była za słona itp. Po całej nocy mieliśmy chwilę na kawę i uzupełnienie systemu o raporty z interwencji. Jako że noc już chyliła się ku końcowi, liczyliśmy, że nic już się ciekawego nie wydarzy.
Tu należy się odrobina wyjaśnienia. Puby w UK generalnie posiadają licencję do serwowania alkoholu do 23:00. Kluby nocne posiadają licencję do 03:00, która jest sporo droższa i obłożona wieloma restrykcjami.
Powracając do nocy pierwszego aresztowania. Około 03:00, siedząc na posterunku, słyszymy wołanie tzw. „radia z miasta”. Czyli radia, które mają m.in. ochroniarze z knajp do porozumiewania się między sobą, ale też do wołania nas do szybkich akcji z pominięciem numeru alarmowego. „Radio z miasta” generalnie obsługuje van. Pamiętacie? Pisałem o nim w poprzednim artykule. Ale tym razem dzwoni i dzwoni. Partner odebrał i słyszymy, że ochroniarz ma kłopot z jakąś dziewoją, która przeszkadza mu zamknąć pub. Noż kurrr... A gdzie van? No nic, lecimy. Ale że nikomu w sumie krzywda się nie dzieje, to nie na kogutach. Podjeżdżamy, a tam laska (nazwijmy ją Susan) zrobiona jak góral po trzecim dniu wesela.


Mimo że zimno, to gołe nogi, na których ledwo się trzymała, na górze ledwo jakaś krótka sukienusia i wyje. No to podchodzimy. Mój partner nie ma cierpliwości do takich, więc chciał ją szybko spacyfikować, ale widzi, że jako świeżak chcę się wykazać, to puszcza mnie do niej, a sam zagaduje z ochroniarzem. No więc podchodzę i najpierw grzecznie pytam:
- O co chodzi, królowo nocy?
- Możesz mi pomóc?
- Jasne! Białogłowej w potrzebie zawsze! Ale w czym?
Dziewoja chyba nie spodziewała się takiej odpowiedzi, bo utkwiła we mnie tępy wzrok i się zawiesiła.
- W czym mogę ci pomóc?
- Chcę poszanowania swoich praw! – duka wreszcie.
- Jasne, o pani. Wszystkie twoje prawa są od tej pory poszanowane. Czy mogę pomóc w czymś jeszcze?
Tępo-krowi wzrok wrócił na oblicze białogłowy... I tak przeszła w stand-by.
W tym czasie do mojego partnera, oddalonego o jakieś 5-6 metrów, podjechała taksówka i taksówkarz informuje, że ta oto dziewoja przed chwilą wypłaciła nokautującego liścia innej dziewoi i dokonała odwrotu na z góry upatrzoną pozycję. Susan, usłyszawszy, że o niej mowa, choć nie wiem jak zdołała skupić swoją uwagę na dyskusji kilka metrów dalej, nagle wyrwała się z letargu i postanowiła, iż właśnie nastał idealny moment, by uprawiać jogging. Niestety nie wzięła pod uwagę, iż stan jej upojenia może powodować zagięcie czasoprzestrzeni i nagle została zaatakowana przez skradającą się po cichu latarnię. W tym momencie łapię Susan i mówię, że jest aresztowana pod zarzutem napaści i proszę ją o podanie mi swoich danych. W tym momencie królowa nocy przeistoczyła się w femme fatale i wpadła w istną histerię. Próbowała się szarpać i wyrywać, no ale 55 kg dziewoja ze 100 kg mną szanse miała niewielkie. Wystarczyło przytrzymać ją jedną ręką. Na szczęście nie zaczęła kopać, gdyż wtedy zmuszony byłbym pokazać jej z bliska strukturę płyty chodnikowej. Susan stwierdziła, że jestem taki sam jak wszyscy faceci i w ogóle świnia, i ma mnie w dupie i mi swoich danych nie poda. W tym momencie przyjechał poszukiwany przez nas wcześniej van i mimo głośnego wyrażania swojego niezadowolenia, Susan została całkowicie unieruchomiona i przeszukana. Przeszukanie ujawniło dokumenty w torebce, co spowodowało zniknięcie konieczności aresztowania (pamiętacie z poprzedniego artykułu?), gdyż mieliśmy już jej dane. Jednakże Susan została wtrącona do lochu, czyli klatki w vanie i odwieziona przez kolegów z vana do domu, aby nie stwarzała więcej kłopotów. A my do bazy, spisać raport i do domu. Sprawa Susan (choć już wtedy wiedzieliśmy, że to nie jej imię) została przekazana do CID i na tym zakończyła się nasza z nią znajomość.

#2. Pierwsza poważna sprawa

Niedziela rano. Jedyny raz, gdy wziąłem służbę dzienną. Dosłownie zdążyliśmy złożyć zamówienie na kawę, a tu G1 (grade one, czyli zgłoszenie pierwszego stopnia) – gwałt!!! O kur**! W dupie z kawą! Lecimy.
Hotel, dwie dziewczyny, na oko 18-20 lat. W pokoju burdel jak po przejściu tornada, ale nie burdel po walce, tylko po imprezie. Na stołach niedopite drinki, butelki alkoholu, syf, kiła i mogiła. No ale kto nie imprezował za młodu... Dziewczyny jeszcze zdrowo pod wpływem i twierdzą, że jedna została zgwałcona. No nic, oczywiście współczujemy, odbieramy wstępne zeznania od jednej i drugiej. Przybywa CID (detektywi). Oczywiście od razu przekazujemy im sprawę, a oni już mają swoje procedury. Prosili nas tylko, abyśmy nagrali kamerami pokój i zebrali i skatalogowali dowody w postaci ubrań i pościeli. No cóż, średnio to przyjemne, ale taka też nasza praca. Dowody muszą być zebrane, aby pobrać z nich próbki DNA itp. W międzyczasie okazało się, że podejrzany został namierzony praktycznie od razu i zatrzymany. Przyznał się do seksu z dziewczyną, ale utrzymuje, że oboje byli pijani i zrobili to za obopólną zgodą. Reszta już należy do prokuratury i sądu. Po zebraniu, skatalogowaniu i oddaniu dowodów do magazynu dla nas sprawa zakończona.

#3. Pierwsza „śmierć”

Wezwanie do kobiety (nazwijmy ją Helen), która jest pod opieką służb socjalnych ze względu na stan zdrowia psychicznego. Generalnie depresja i groźby popełnienia samobójstwa. Wezwanie przyszło właśnie od tych służb, gdzie pielęgniarka bezskutecznie od południa próbowała się dobić do domu Helen, a była już 21:00. To w sumie nie nasza sprawa, ale z braku zajęć pojechaliśmy. Tłuczemy w drzwi, wołamy, cisza. Dom szeregowy bez dostępu do ogrodu od tyłu. W domu światła zapalone w kilku pomieszczeniach. Pukamy po sąsiadach, żeby przeprowadzić szybki wywiad. Jeden z nich zgodził się, abyśmy weszli do jego ogrodu i zajrzeli przez płot. Gdy wszedłem, okazało się, że przez płot da się przeskoczyć, więc hycnąłem jak rączy hipopotam. Przeżyłem... Podchodzę do domu, z tyłu światła w kuchni zapalone. Naciskam klamkę – otwarte! Ciarki przeszły mi po plecach. Wołam partnera. Hycnął za mną i wchodzimy. Wołamy, oczywiście, że policja itd., ale cisza. Przechodzimy przez parter do drzwi frontowych, a te zamknięte na klucz i łańcuch! Przecież tak da się zamknąć tylko od wewnątrz! Ciarki znowu przeszły mi po plecach. Myślę "WISIELEC jak nic!".


W międzyczasie cały czas prowadzimy komunikację z bazą, która próbuje namierzyć wszystkich krewnych i znajomych królika. Idziemy powoli na górę i sprawdzamy każdy pokój, każde pomieszczenie z duszą na ramieniu, gdyż mieliśmy raport, że Helen boi się policji i kiedyś ze strachu zaatakowała jednego z nas. Więc jeśli nie wisielec, to czai się gdzieś z kosą! Jakież było nasze zdziwienie, gdy nie znaleźliśmy niczego i nikogo! WTF?!?!?! Idziemy ponownie sprawdzić drzwi wejściowe i potwierdzamy, że są zamknięte na klucz i łańcuch, a wyjść przez ogród nie ma jak! Magia, panie... W tym momencie słyszymy stukanie do drzwi. Ale nie do tych zamkniętych na klucz, a gdzieś z boku. Omamy czy co? Okazało się, że na bocznej „ścianie” przedsionka były jeszcze jedne drzwi! Które wyglądały jak stara ściana z desek! I te właśnie drzwi były wykorzystywane przez Helen, a nie główne. Do drzwi pukała jej znajoma i po dłuższej rozmowie i kilku telefonach okazało się, że Helen siedzi u znajomej kilkanaście domów dalej! Poszliśmy pod wskazany adres. Helen cała i zdrowa, tylko jej się bateria w telefonie rozładowała i zapomniała o lekach... Noż kurrr!!! Ile mnie zdrowia kosztowałaś, kobieto – klnę w myślach. Na szczęście była cała i zdrowa. Odprowadziliśmy ją do domu. Pośmialiśmy się i do bazy. Tak że Helen tak naprawdę nie byłą moją pierwszą śmiercią, choć stres przeżyłem, jakby była. W sumie już mogłaby być, to miałbym pierwszy raz z głowy... Nie, no żartuję. Niech żyje ile Bóg da.

#4. Tzw. porzucony telefon alarmowy (abandoned 999 call)

I na koniec historia bardziej dynamiczna i trochę zabawna. Godzina około 03:00. Zgłoszenie G1 – porzucona rozmowa na numer 999. Każdy telefon na 999, który zostaje przerwany podczas rozmowy, traktowany jest jako priorytet. Niestety tym razem był to telefon komórkowy. Namierzyliśmy właścicielkę (nazwijmy ją Julia), a raczej jej adres. Lecimy na bombach! To był mój pierwszy raz. Jasna dupa! Przeszkolony kierowca policyjny naprawdę wie jak jeździć! Sam lubię zapier..., ale tu byłem pod wrażeniem. No nic, podjeżdżamy pod adres. Wszędzie cisza i ciemno. Wypadam z wozu i lecę do drzwi. Halo! Policja! I stukam ręką w drzwi. Po kilku próbach mówię do partnera „Nikogo chyba nie ma”. W odpowiedzi słyszę „To napier***aj mocniej!”. No to wyciągam latarkę i tłukę metalem w szybę na granicy jej wybicia, dalej drąc się POLICJA!!! Po chwili w środku zapala się światło. Ufff... myślę. Wszystko będzie dobrze. A tu otwiera jakiś dziadek, na oko 50, golusieńki! Tylko w ręku trzymał jakiś szlafrok, zakrywając nim swoją podupadłą już pewnie męskość. Włos rozwichrzony, w oczach przerażenie i pyta:
- WTF???
- Czy mieszka tutaj Julia?
- Tak, jestem jej ojcem, ale nie ma jej w domu. Co się stało?!?!
- Jej telefon dzwonił na 999 i rozmowa została przerwana. Wie pan gdzie może być?
- Wyszła z chłopakiem.
- Wie pan jak się nazywa?
- Tak (tutaj padło imię i nazwisko).
Szybkie sprawdzenie przez radio i okazuje się, że koleś miał dość bogatą kartotekę za jazdę po pijaku, narkotyki i przemoc.
Dzwonimy ponownie pod jej numer, ale nikt nie odbiera. Mówię do ojca „Może pan do niej zadzwonić?”. Dzwoni. Raz, drugi, trzeci. W końcu Julia odebrała. Po krótkiej rozmowie ojciec twierdzi, że wszystko OK.
- Mogę z nią porozmawiać? – pytam.
- Proszę – ojciec podaje mi telefon.
- Julia?
- Tak. Co się stało?
- Twój numer dzwonił na 999 i rozmowa została przerwana. Czy wszystko OK?
- Tak. To musiała być pomyłka. – odpowiada, a w tle słyszę głosy.
- A możesz mi powiedzieć gdzie jesteś?
- Ze znajomymi. Wszystko OK!
I tu odezwała się we mnie dusza detektywa i przypomniały mi się sceny z amerykańskich filmów.


- Julia, jeśli coś się dzieje i nie możesz mówić, to zakaszl, a odnajdziemy twój telefon i ciebie.
- Słucham? Nie żartuj – Julia zachichotała. – Nie, wszystko OK. Przepraszam za kłopot. Dobranoc.
- W takim razie dobranoc.
No nic. Skoro wszystko OK, to wszystko OK. Ojciec spokojny. Julia cała i zdrowa, a ja dostałem słowa uznania od mojego partnera za inwencję twórczą z kasłaniem. Najważniejsze, że wszyscy są cali i zdrowi.

To na razie tyle. Mam nadzieję, że nadal ciekawie i obiecuję, że za jakiś czas popełnię kolejny artykuł z serii.

*Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione.

środa, 29 marca 2017

Brytyjski fan Supermana trafił do Księgi rekordów Guinnessa

Oto brytyjski fan filmów i komiksów o Supermanie, który na cześć ulubionego bohatera zmienił swoje nazwisko. Trafił właśnie do Księgi rekordów Guinnessa jako właściciel największego zbioru obiektów poświęconych Supermanowi.

#1.

Kliknij i zobacz więcej!

Urodzony w Brazylii Marco Superman Zorzin przeprowadził się do Wielkiej Brytanii w 1996 roku w wieku 9 lat. Kolekcję przedmiotów związanych z postacią Supermana zaczął tworzyć 7 lat temu i teraz ma ponad 2000 eksponatów, w tym figurki, plakaty, ubrania, a nawet ponad dwumetrowy posąg superbohatera.

#2.

Kliknij i zobacz więcej!

30-letni Marco mieszka w Wheathampstead z żoną Karine i ich córkami Larą i Laną, które otrzymały swe imiona od imion postaci z komiksu.
Lana otrzymała imię po Lanie Lang, nastoletniej miłości Supermana, gdy dorastał w Smallville.
Jego druga córka Lara nosi imię biologicznej matki Supermana z planety Krypton.

#3.

Kliknij i zobacz więcej!

Większość przedmiotów z kolekcji pochodzi od przyjaciół lub rodziny, którzy wypatrzyli je w sklepach oraz w internecie. Sporą część Marco otrzymał na Gwiazdkę lub urodziny.

#4.

Kliknij i zobacz więcej!

#5.

Kliknij i zobacz więcej!

Ulubionymi przedmiotami Marco w jego kolekcji są dokładna figurka Supermana, wyglądająca jak Henry Cavill odgrywający rolę Supermana w filmach "Człowiek ze stali" i "Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości", a także ogromny posąg Supermana z komiksu.

#6.

Kliknij i zobacz więcej!

#7.

Kliknij i zobacz więcej!

#8.

Kliknij i zobacz więcej!

#9.

Kliknij i zobacz więcej!

Jego ulubionym aktorem filmowym grającym Supermana jest Christopher Reeve, który pojawiał się w filmach o Supermanie w latach od 1978 do 1987 roku.

#10.

Kliknij i zobacz więcej!

#11.

Kliknij i zobacz więcej!

Marco pojawi się w Księdze rekordów Guinnessa 2017, która wychodzi w Wielkiej Brytanii w dniu 23 marca.
Źródło: https://www.thesun.co.uk/news/3080320/superman-fanatic-changes-name-idol/

środa, 21 września 2016

Niezwykły chłopiec

Mówi się, że aby wylądować w wiadomościach czy pojawić się na okładce porannej gazety trzeba coś nieźle przeskrobać. 12-letni Josh Brown jest przykładem na to, że nie zawsze tak jest i czasami wystarczy tylko dobry uczynek, aby wzbudzić zainteresowanie mediów, a nawet... całego kraju.

Zacznijmy od początku. Chłopiec nie uratował nikogo z pożaru, nie zmienił również losów świata

Zrobił na pozór zwyczajną rzecz, a jednak sposób, w jaki potoczyła się cała historia, jest na swój sposób niezwykły. 16-letnia Shaunnah Hickinbottom (na zdjęciu poniżej) przez nieuwagę zostawiła swojego iPhone'a w pociągu zmierzającym do Birmingham.

Jak się łatwo domyślić, to właśnie Josh odnalazł zgubę

Chwilę później na telefon zadzwoniła mama 16-latki i poprosiła znalazcę o zostawienie urządzenia w kasie biletowej. W zamian zaoferowała 20 funtów za fatygę. Kiedy pojechała na miejsce, aby odebrać wart 250 funtów smartfon, znalazła poniższą kartkę, napisaną przez chłopca:
"Nie martw się o pieniądze, po prostu zrób dla kogoś innego coś miłego. :) Josh Brown"

Sprawa pewnie nigdy nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie upór matki Shaunnah

Kobieta była tak wzruszona postępowaniem chłopca, że zaczęła go szukać za pomocą mediów społecznościowych, a cała akcja nabrała sporych rozmiarów i została opisana przez większość brytyjskich mediów. To właśnie dzięki temu chłopak szybko się odnalazł i cały kraj mógł poznać jego historię.

"Tata zawsze mi mówił, że to, co od siebie dajesz, później do ciebie wraca. Gdybym to ja zgubił telefon, chciałbym, aby ktoś również mi go zwrócił"

Chłopak zdążył już udzielić wywiadu wszystkim większym dziennikom (Daily Mail, Mirror), a kobieta pochwaliła się, że w ramach "dobrego uczynku" posprzątała dom swojej babci oraz przekazała datek na schronisko dla kotów.
I podczas gdy ty zastanawiasz się, czy sama historia warta jest aż takiej uwagi, pomyśl przez chwilę, czy u nas w kraju mógłbyś liczyć na to samo.
Źródło: Good Morning Britain, Mirror, Daily Mail