Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niesamowici Ludzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niesamowici Ludzie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 czerwca 2019

Arcitc Love

Brice Portolano rozpoczął niedawno swój nowy projekt, który nosi nazwę "No signal" ("Bez sygnału"). Portolano fotografuje i przedstawia w formie foto-eseju codzienne życie ludzi, którzy wybrali życie z dala od wszelkiej cywilizacji. "Arcitc Love" to pierwsza z czterech części projektu, które przedstawia losy Tinji, dziewczyny, która mieszka na zimnym końcu świata.

#1.

Kliknij i zobacz więcej!

Tinja mieszka w fińskiej części Arktyki, gdzie hoduje 85 psów zaprzęgowych rasy husky. Kobieta żyje w sposób kompletnie odmienny od tego, do którego my przywykliśmy.
Gotuje posiłki w małym piecyku na drewno, do oświetlenia domu używa świec, a by przynieść wodę z pobliskiej rzeki, codziennie musi przebić się przez warstwę lodu.

#2.

Kliknij i zobacz więcej!

Sama wybrała takie życie. Kocha samotność i spokój, jaki daje jej życie w głuszy. Kocha pracę ze zwierzętami, karmienie ich, czyszczenie klatek i przebieżki po tundrze, ale nie hoduje zwierząt w celach komercyjnych.

#3.

Kliknij i zobacz więcej!

W swojej chatce mieszka ze swoim partnerem, Alexem, byłym zawodowym narciarzem. Razem wybrali to miejsce, gdyż oboje doceniają życie z dala od innych ludzi, w miejscu, gdzie jedynymi ich towarzyszami są psy.

#4.

Kliknij i zobacz więcej!

O swoim wyborze Tinja mówi krótko:
Nie potrzebuję materialnych dóbr. Natura daje mi wszystko to, czego potrzebuję.

#5.

Kliknij i zobacz więcej!


#6.

Kliknij i zobacz więcej!


#7.

Kliknij i zobacz więcej!


#8.

Kliknij i zobacz więcej!


#9.

Kliknij i zobacz więcej!


#10.

Kliknij i zobacz więcej!


#11.

Kliknij i zobacz więcej!


#12.

Kliknij i zobacz więcej!


#13.

Kliknij i zobacz więcej!


#14.

Kliknij i zobacz więcej!


#15.

Kliknij i zobacz więcej!


#16.

Kliknij i zobacz więcej!


#17.

Kliknij i zobacz więcej!


#18.

Kliknij i zobacz więcej!


#19.

Kliknij i zobacz więcej!


#20.

Kliknij i zobacz więcej!
Źródło: http://www.mymodernmet.com/profiles/blogs/brice-portolano-arctic-love

wtorek, 5 marca 2019

Wydała wygraną na loterii na mieszkanie dla bezdomnego

Sofia Andrade kupiła los na loterii w New Bedford i okazało się, że wygrała 200 dolarów. Kiedy zastanawiała się, jak je wydać, ujrzała bezdomnego. Dzień był mroźny, a mężczyzna wyglądał na przemarzniętego.
Kliknij i zobacz więcej!

W tym momencie ten człowiek - Glen Williams - żył na ulicy już trzy lata.
Wiedziałam, że te pieniądze tak naprawdę nigdy do mnie nie należały. Pomyślałam, że znalazły się u mnie po to, bym mogła mu pomóc.
Sofia zaprosiła bezdomnego, by ogrzał się w jej samochodzie i zawiozła go do najbliższej kawiarni, by napił się gorącej kawy.
Był tak wzruszony, był tak wdzięczny za szklankę gorącego napoju, że rozpłakał się i nie mógł przestać.
Potem zaczęli rozmawiać i Sofia dowiedziała się, że miejscowa noclegownia nie ma wolnych miejsc, więc nie mogą przyjąć Williamsa. Dziewczyna postanowiła wydać wygraną na pokój w motelu w pobliżu swojego domu.

Kliknij i zobacz więcej!
Nawet sobie nie wyobrażałem, że są tacy ludzie - powiedział Williams. - Zawdzięczam jej wszystko, co teraz dzieje się w moim życiu.
Sofia napisała o sprawie Williamsa na swojej stronie na Facebooku i rozpoczęła kampanię, by pomóc Williamsowi. Wiele osób odpowiedziało na jej apel, wielu mieszkańców zainteresowało się losem Williamsa.
Miejscowy fryzjer, na przykład, przyszedł do motelu, by ostrzyc Williamsa. Inni przynieśli mu ciepłe ubrania. Nawet dzieci przyłączyły się do akcji. Jedno z nich wykonało dla niego kartkę walentynkową.
Kliknij i zobacz więcej!
Trwa zbiórka pieniędzy dla Williamsa. Do tej pory udało się zgromadzić prawie 18 tysięcy dolarów.
Kliknij i zobacz więcej!
Na świecie jest tak wielu dobrych ludzi - powiedział Williams. - Przepełnia mnie wdzięczność za ich pomoc, chcę podziękować wszystkim.


Źródło: http://www.wcvb.com/news/wareham-woman-uses-lottery-winnings-to-buy-motel-room-for-homeless-man/38010316

niedziela, 11 listopada 2018

Na ratunek słoniątku uwięzionemu w błocie

Strażnicy przyrody z Kenii odnaleźli w pobliżu miasta Makindu małego słonia uwięzionego w głębokiej dziurze z błotem. Z pomocą pracowników budowlanych udało im się uwolnić nieszczęśnika.

Słoń wpadł w pułapkę na granicy parku narodowego Chyulu Hills

Według świadków biedak spędził tam co najmniej 12 godzin

Słoniątko prawdopodobnie szukało wody, ponieważ w okolicy trwa susza i znalazło dół wykopany przez miejscowych do pobierania wody dla bydła

Zwierzę sprawiało wrażenie wyczerpanego i wyglądało na to, że już się poddało

Strażnicy po rozpoznaniu sytuacji wezwali na pomoc budowlańców z ciężkim sprzętem

Dzięki koparce operacja uwalniania trwała jedynie 5 minut




Źródło: http://www.huffingtonpost.com/2015/03/04/elephant-rescue-kenya_n_6801316.html

piątek, 2 listopada 2018

Facet, który wysłał się pocztą do Australii

Zastanawiacie cię czasem skąd wziąć pieniądze na daleką podróż? Bohater tej historii ich nie miał, ale musiał dostać się z Anglii do ojczystej Australii za wszelką cenę.

#1. Jak znalazł się w Londynie?


Reginald „Reg” Spiers był australijskim oszczepnikiem, który przyleciał do Londynu, by wyleczyć swoją kontuzję. Uraz ten stał mu na drodze do wywalczenia kwalifikacji na Igrzyska Olimpijskie w Tokio (1964). Niestety, okazało się, że na udział w najważniejszym sportowym wydarzeniu nie ma szans, więc Spiers postanowił zostać na jakiś czas w Anglii. Aby zarobić na bilet powrotny do domu, zatrudnił się na lotnisku.

#2. Niefart


Sportowca wciąż prześladował pech – ukradziono mu portfel ze wszystkimi zarobionymi pieniędzmi, a co gorsza zbliżał się dzień urodzin ukochanej córki. Pal licho kasę, ale córki zawieść nie można. Tylko w jaki sposób dostać się do ojczystej Australii?

#3. Australijska zaradność


„Po prostu wlazłem do skrzynki i ruszyłem w drogę. Czego miałem się bać? Nie boję się ani ciasnoty, ani ciemności. Siedziałem więc cicho cały czas. Na lotnisku pracowałem w sekcji towarowej, więc dobrze wiedziałem o usłudze wysyłki za pobraniem. Widziałem, jak ciągle w ten sposób wysyłano żywe zwierzęta. Pomyślałem „Co szkodzi spróbować?

#4. Wyposażenie loży



Reginald znał maksymalne wymiary, jakie może mieć przesyłka. Namówił swojego przyjaciela, by ten zrobił dla niego specjalną skrzynkę o odpowiednich wymiarach (150x90x75). W środku podróżnik mógł przyjąć dwie pozycje – siedzieć z wyprostowanymi nogami lub leżeć z podkulonymi. Skrzynka była również wyposażona w otwierane od środka luki i uchwyty, których Reg miał się trzymać w czasie załadunku. Aby nie budzić żadnych podejrzeń, przesyłkę opisano jako „ładunek farby”.

#5. Czas w drogę!



Opłata za wysyłkę była nieco droższa niż bilet, ale za to można było ją wnieść dopiero przy odbiorze. Rozwiązanie idealne dla kogoś bez grosza przy duszy. W dzień wylotu Reg wlazł do środka wraz z kilkoma konserwami, latarką, poduszką i dwiema butelkami – jedna zawierała wodę, a druga była przeznaczona na mocz.

#6. Ale najpierw czekanie



Reg przesiedział w skrzyni dobę jeszcze zanim wyleciał, gdyż z powodu mgły lot był opóźniony. W czasie lotu mężczyzna wyszedł ze skrzynki gdzieś między Londynem a Paryżem, by rozprostować kości i załatwić potrzeby fizjologiczne. Do tej pory robiłem to do butelki, którą teraz postawiłem na wieku skrzynki. Gdy rozciągałem zastygłe mięśnie, samolot gwałtownie rozpoczął manewr podchodzenia do lądowania. Spanikowałem i szybko wróciłem do środka, zapominając o butelce”. Samolot miał międzylądowanie w Paryżu. Francuska obsługa zobaczyła butelkę ze szczynami i pomyślała, że to żart ich angielskich kolegów. Mówili okropne rzeczy o Anglikach, ale nikt niczego nie podejrzewał. Przesyłkę załadowali do drugiego samolotu i mogłem kontynuować podróż – wspomina Spiers.

#7. Trudne położenie

Kolejnym przystankiem był Bombaj, gdzie skrzynka przeleżała cztery godziny na pełnym słońcu. Co gorsza, postawiono ją tak, że Reg zwisał głową w dół. Było gorąco jak w piekle i w dodatku wisiałem do góry nogami. Zlewał mnie pot, ale powtarzałem sobie, że muszę wytrzymać. W końcu skrzynkę obrócili i znów załadowali na inny samolot.

#8. Nie ma to jak w domu

Po wylądowaniu w Perth i otwarciu luku bagażowego Spiers usłyszał przeklinających australijskich tragarzy, którzy w ten sposób wyrażali swoje niezadowolenie z wagi przesyłki. Nareszcie w domu! Tego akcentu i bluzgania z niczym nie da się pomylić. Bardzo się cieszyłem, ale nie mogłem wydać ani jednego dźwięku, by sprawa się nie wydała. Skrzynkę przewieziono do magazynu, gdzie w końcu mogłem wyjść na zewnątrz. Obok stały skrzynki z piwem. Chociaż wcześniej nie piłem, to teraz nie mogłem się oprzeć.

#9. Ucieczka

Po trzech dniach przebywania w drewnianej skrzyni teraz trzeba było wydostać się z lotniska. Szczęście sprzyja zuchwałym – w magazynie były narzędzia, którymi Reg wybił dziurę w ścianie. Wyciągnąłem z plecaka ubranie i znów wyglądałem jak człowiek. Przez okno wyszedłem ulicę, skąd do miasta zabrałem się autostopem.

#10. Gwiazda



Przyjaciel Rega, który wcześniej przygotował dla niego skrzynkę, nie mógł znieść czekania. Nie wiedział, czy jego kolega cało dotarł do domu. Nie znając lepszego sposobu, powiadomił o wyczynie sportowca media. Reg został nie tylko sensacją, ale też symbolem australijskiej zaradności w trudnych czasach. Mężczyzna zdążył na urodziny córki, ale długo musiał udowadniać żonie, że cała historia wydarzyła się naprawdę. Linie lotnicze postanowiły nie policzyć mu za podróż.

#11. Smutne dalsze losy

W 1981 roku Spiers zniknął z rodzinnego miasta po tym, jak oskarżono go o handel narkotykami. Trzy lata później aresztowano go za to samo na Sri Lance i skazano na karę śmierci. Dzięki wniesionej apelacji uniknął kata i trafił znów do Australii. Tam spędził pięć lat w więzieniu.
Źródło: http://ribalych.ru/2015/03/09/istoriya-avstralijca/ 

poniedziałek, 22 października 2018

Hugh Glass - facet, który naprawdę "był hardkorem"!

Myślisz, że o poziomie twojej męskości decyduje gęstość wąsa, co to go sobie w mozole wyhodowałeś? A może twierdzisz, że to słuchany przez ciebie true satanic cumshot death metal czyni z ciebie stuprocentowego faceta? Otóż nie. Prawdziwego samca poznasz po jego niezłomnych czynach. Oto Hugh Glass - gość, przy którym ekipa z „Niezniszczalnych” to banda rozwydrzonych ciotek.

Glass był żyjącym na przełomie XVIII i XIX wieku amerykańskim zakapiorem. Ale takim prawdziwym, najbardziej stereotypowym ze stereotypowych. Takim, co to zaczynał dzień od przeżucia kilograma żywych pszczół i zapicia takiego posiłku dwoma litrami taniego łiskacza. Hugh, jak przystało na prawdziwego trapera, ryzyko utraty życia miał we krwi - jak by nie patrzeć, w tamtych czasach rynek futrzarski nie polegał na hodowaniu norek, ale na regularnym ruszaniu w dzicz.
Glass właśnie siedział w knajpie i w towarzystwie sobie podobnych zapoconych, ogorzałych typów spod ciemnej gwiazdy spożywał wysokoprocentowe napoje energetyczne, gdy w ręce wpadła mu gazeta „Public Adviser”. Przepite oko obeznanego ze słowem pisanym mężczyzny od razu zatrzymało się na ciekawym ogłoszeniu. Otóż generał William Ashley poszukiwał stu traperów chętnych do wzięcia udziału w łowieckiej wyprawie dorzeczem rzeki Missisipi. Hugh o lepszej fusze marzyć nie mógł. A że mógł pochwalić się niemałym doświadczeniem w powalaniu wszelkiej maści bestii, kandydatem do takiej ekspedycji był idealnym. W 1822 roku Glass wraz z pozostałymi żądnymi przygód śmiałkami ruszył w teren.


Początkowo wszystko szło zgodnie z planem i gdzieś w okolicach sierpnia 1823 roku dzielny traper w towarzystwie swoich dwóch kompanów, Johna Fitzgeralda i Jima Bridgera, zapuścił się do rozwidlenia rzeki Grand w Południowej Dakocie. Te dziewicze tereny pełne były zwierzyny, która z miłą chęcią padała ofiarą myśliwych. Znalazło się jednak kilka i takich, które nie tylko opuszczać ziemskiego padołu nie chciały, ale i tylko czekały, aby wrogim intruzom pokrzyżować plany. I akurat Hugh miał nieprzyjemność taką bestię spotkać. Traper  oddalił się od swych towarzyszy i stanął oko w oko z przerośniętą samicą niedźwiedzia grizzly w towarzystwie swoich młodych...
Glass nawet nie zdążył dobrze chwycić za strzelbę. Rozwścieczony zwierz rzucił się na niego. Pochwyciwszy mężczyznę, z całej siły rzucił nim o glebę, aby następnie przydusić go swoim cielskiem i młócąc olbrzymimi łapami zamienić intruza w sałatkę siekaną.


Zanim Fitzgerald i Bridges, słysząc rozpaczliwe wrzaski swego przyjaciela, ruszyli mu z pomocą, grizzly zdołał mocno poszatkować biednego Glassa. Kiedy traperzy dotarli na miejsce, ich oczom ukazał się przerażający widok - okazało się, że półprzytomny, zakrwawiony Hugh zdołał dobyć swój nóż i odeprzeć atak wielkiego niedźwiedzia. Jedyne co mężczyźni musieli zrobić, to skrócić męki konającego zwierza i zebrać z ziemi to, co pozostało po biednym Glassie. A trzeba przyznać, że stan zdrowia myśliwego pozostawiał sporo do życzenia. Traper był częściowo oskalpowany, miał złamaną nogę, a większość jego ciała pokryta była głębokimi ranami, z czego największa znajdowała się na klatce piersiowej. Grizzly w swym szaleńczym ataku dosłownie zerwał całe mięso z żeber ofiary, całkiem je odsłaniając. Po takim zabiegu Hugh wyglądał niczym dziewiętnastowieczna wersja zdewastowanego terminatora.


Trudno się dziwić, że widząc nieprzytomnego, obdartego z ciała aż do gołych kości członka ekspedycji, jeden z jej dowódców poprosił Frizgeralda i Bridgesa, aby ci pozostali ze swym przyjacielem przez najbliższych kilka godzin, podczas których Glass z całą pewnością wyzionie ducha. Panowie zgodzili się. Jednak gdy tylko reszta traperów zniknęła z pola widzenia, przyjaciele konającego nieszczęśnika wykopali mu grób...

Nie wiadomo, ile czasu minęło, kiedy Glass odzyskał przytomność. Szybko zdał sobie sprawę, że spoczywa w płytkiej mogile, przykryty cienką warstwą liści i piachu, zupełnie pozbawiony strzelby, noża, ciepłego odzienia i jakiegokolwiek sprzętu, który pomógłby mu przeżyć w dziczy. Hugh nawet i w tak beznadziejnej sytuacji jednak nie poddał się. Resztką sił wypełzł ze swego grobu i powoli zaczął się czołgać... Wiedział, że fort Kiowa - jedyne miejsce, gdzie dane mu będzie znaleźć pomoc, znajduje się 320 kilometrów dalej. Zanim jednak ruszył w tę podróż, własnoręcznie nastawił sobie kość w złamanej nodze i zabezpieczył kończynę przed uszkodzeniami. Zbyt słaby, aby polować, Glass przeszedł na dietę składającą się głównie z borówek, jagód i wygrzebanych z ziemi korzonków.


Podczas swojej przeprawy traper zaczął odczuwać skutki infekcji, która wdała się do jego ran. Bardzo wysoka gorączka powodowała, że Hugh co jakiś czas tracił przytomność. Był jednak na tyle silny, że kiedy tylko świadomość mu wracała, podnosił się i na czworakach brnął dalej przed siebie. Głównym powodem, dla którego łowca ciągle żył, była chęć odwetu na Frizgeraldzie i Bridgesie za to, że ci pochowali go żywcem.
Traper, który nieraz już musiał sobie radzić w ekstremalnych sytuacjach, szybko znalazł sposób na pozbywanie się gnijącego, zaatakowanego przez gangrenę mięsa zwisającego z jego ran. Umieszczał na nich larwy, które zżerały martwe tkanki.


Pewnego razu na drodze półżywego wędrowca stanęły dwa wilki, zajęte konsumowaniem wielkiego truchła bizona. Glass zdołał przepędzić drapieżniki i zaserwował sobie ucztę, jakiej nie zaznał od ostatnich kilku tygodni. Posiłek dał mu sił, aby kontynuować podróż.
Po dwóch miesiącach tułaczki ostatkiem sił dotarł do brzegu rzeki Cheyenne. Zbudował tam sobie prymitywną tratwę, wykorzystując pień powalonego drzewa. Nie wiadomo, czy ciężko ranny myśliwy przeżyłby tę przeprawę, gdyby nie grupa Siuksów, która widząc, w jak opłakanym stanie znajdował się traper wyłowiła go z wody i zaoferowała pomoc. Przyjaźni Indianie podarowali mężczyźnie skórę niedźwiedzia, aby Hugh mógł zakryć swe paskudne rany. Traper otrzymał też broń oraz zapas żywności. Po kolejnych wielu długich tygodniach myśliwy dopłynął do celu. Strażnicy fortu Kiowa nie mogli uwierzyć, że strzęp człowieka, który wyrzucony został na brzeg rzeki, może mieć w sobie choć odrobinę życia. Okazało się, że gnijący trup miał w sobie nie tylko chęć przetrwania, ale i poważne zamiary skopania tyłków osób, które odpowiedzialne były za jego pełną niewygód podróż.


Po wielu miesiącach spędzonych na leczeniu ran i odzyskiwaniu utraconych sił, Hugh zakasał rękawy i ruszył na poszukiwania swych kompanów. Pierwszy na liście był Jim Bridger.  Traper dość szybko go namierzył w okolicach ujścia rzeki Bighorn na terenie Yellowstone. Kiedy jednak przyszło mu stanąć przed swym znienawidzonym wrogiem, Glass, który przez całą podróż wymyślał najbardziej okrutne sposoby zadania bólu swym byłym przyjaciołom, zawahał się. Widząc przerażenie na twarzy tego niespełna dziewiętnastoletniego poszukiwacza przygód, Hugh z trudem powstrzymał się od rozszarpania go na strzępy i darował chłopakowi życie.

Litości postanowił nie okazywać w stosunku do Johna Fitzgeralda. Jednak i tym razem sprawiedliwość nie została wymierzona. Okazało się bowiem, że mężczyzna porzucił już swoją traperską pasję i zaciągnął się do armii. Za zabicie żołnierza prawo federalne przewidywało śmierć, a przecież Glass nie po to spędził całe miesiące na walce z przeznaczeniem, aby teraz pójść na spotkanie z plutonem egzekucyjnym. Jedynym pocieszeniem dla niego była jego ukochana strzelba, którą jakimś cudem udało mu się odzyskać.


Glass wrócił do swego fachu i przez kolejne lata brał udział w polowaniach na zwierzęta futerkowe. Pewnie i by kiedyś przeszedł na zasłużona emeryturę, gdyby nie spotkanie z Indianami w 1833 roku. Ci, w przeciwieństwie do Siuksów, których Hugh spotkał podczas swego spływu rzeką Cheyenne, nie należeli do zbyt przyjaznych. Niezłomny traper zginął ze swoją strzelbą w dłoniach. Tą samą, którą dekadę wcześniej wytrącił mu z rąk potężny i mocno wkurzony niedźwiedź grizzly.




Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Hugh_Glass

wtorek, 31 lipca 2018

Z zakompleksionego nastolatka w prawdziwego mężczyznę

Kiedy jesteś ważącym 114 kg nastolatkiem, masz właściwie tylko dwa wyjścia - zapłakać nad swoim losem i nic nie robić, albo wziąć się w garść i zdecydować się na radykalną zmianę w swoim życiu. IFAPCEO z Imgura wybrał tę drugą opcję i postanowił spełnić swoje największe marzenie - wstąpić do wojska i zostać żołnierzem.

Prawie jak młody Neville Longbottom z Harry Pottera


Kiedy się zaciągnął, nikt z jego znajomych i rodziny nie wierzył w powodzenie

Ale to właśnie było marzeniem nastolatka!

Po szkoleniu podstawowym...

...przyszedł czas na bardziej zaawansowane ćwiczenia w Fort Sill, Oklahoma

IFAPCEO stał się nowym człowiekiem! Po ukończeniu szkolenia wyjechał do Fort Sam Houston, San Antonio w Teksasie, gdzie po przydziale do kompanii F rozpoczął zaawansowane szkolenie medyczne

Po przemianie, w nowym życiu, jego celem stało się ratowanie życia innych

Pierwszy cywilny zakup

Momentami bywało ciężko, a nikt nie gwarantował powodzenia

Już nie był sam, zdobył wielu nowych przyjaciół

IFAPCEO ukończył kurs medyka pola walki z oceną pozytywną

Szeregowy 2. klasy ze specjalizacją medyczną gotowy na urlop w domu i pochwalenie się wszystkim niedowiarkom

Źródło: http://imgur.com/