piątek, 15 marca 2019

5 najgroźniejszych gangów w ZSRR

Mogłoby się wydawać, że zamordyzm panujący w mrocznych czasach Związku Radzieckiego całkowicie eliminował przestępczość z życia jego mieszkańców. Tak jednak nie było. Chęć łatwego zarobku jest silniejsza niż nawet najsurowsze prawo i niezwykle liczna milicja.

#1. Czarny Kot


Najbardziej zagadkowa banda epoki stalinizmu, która przez trzy lata nękała mieszkańców Moskwy. Swoją nazwę zawdzięcza kreatywności filmowców. Gang założył Iwan Mitin, wzorowy pracownik zakładu zbrojeniowego w Krasnodarsku. Do grupy należeli jego koledzy z pracy oraz student Moskiewskiego Instytutu Awiacji, też prymus i w dodatku aktywista Komsomołu.
Pierwszego rabunku grupa dokonała pod koniec marca 1950 roku, gdy wpadła do sklepu i podając się za pracowników Ministerstwa Bezpieczeństwa sterroryzowała obsługę. Ich łupem padło 63 tysiące rubli, czyli znaczna suma. Dokładnie rok później „Czarny Kot” napadł na sklep mieszczący się zaledwie kilka kilometrów od daczy Stalina. Podczas napadu zastrzelono dyrektora placówki. W ciągu trzech lat banda dokonała 28 napadów, zabiła 11 osób, 18 raniła i ukradła łączną sumę 300 tysięcy rubli.
W wyniku śledztwa bandę rozbito, a dwóch jej przywódców skazano na karę śmierci. Trzeci z nich otrzymał wyrok 25 lat, ale zginął w wyniku próby jego odbicia.

#2. Fantomasi


W latach 1963-1973 w Rostowie nad Donem działał gang kierowany przez braci Tołstopjatowych. Członkowie bandy zasłaniali twarz naciągniętymi na głowę rajstopami i stąd wzięła się ich nazwa. Oprócz tego ich cechą szczególną była samodzielnie zrobiona broń palna i plan zawsze dopracowany do perfekcji. Gang miał pecha — a to cel napadu nie przyjechał w porę, a to ofiary stawiały silny opór. Mimo to bandzie udało się dokonać 14 napadów, kilku morderstw i ukraść 150 tysięcy rubli. Jeden z gangsterów wyznał kiedyś kolegom, że marzy o śmierci na worku pieniędzy. Jego marzenie spełniło się 7 czerwca 1973 roku, kiedy śmiertelnie ranny w wyniku strzelaniny z milicją skonał na swoim łupie.

#3. Tiap-lap


W połowie lat 70. Kazań ogarnęła fala przestępstw dokonywanych przez młodzież. Milicja nie radziła sobie z sytuacją, a mieszkańcy żyli w strachu. Jeden z liderów grupy stawiał przed sobą tylko jeden cel — pobić i okaleczyć jak największą liczbę osób. Podczas jednej z dyskotek banda wpadła do sali i metalowymi prętami biła przypadkowych imprezowiczów. Ze strachu przed zemstą nikt z pokrzywdzonych nie zgłosił się na milicję. Pod koniec swojej działalności grupa używała już broni palnej i granatów. Po rozbiciu liderów gangu skazano na rozstrzelanie. Banda „Tiap-lap” dała początek przestępczości zorganizowanej, a jej przywódcy stali się pierwszymi w ZSRR kryminalnymi autorytetami.

#4. Sanitariusze


Na początku lat 80. mieszkańców Rostowa nad Donem terroryzował gang „Sanitariuszy”. Jego członkowie przebierali się za lekarzy i tak zyskiwali zaufanie ofiar. Celem bandy nie byli jednak zwykli obywatele, a spekulanci. Wszystko zaczęło się od zabójstwa słynnej paserki o nazwisku Swietłakowa. Proces został szybko storpedowany przez wpływowych zleceniodawców zbrodni. Śledczy nie dali jednak za wygraną i dzięki analizie dziennika ofiary udało im się ustalić nazwisko jednego z handlarzy narkotyków, pochodzącego z Abchazji Zafasa Barcisa. To właśnie narkomani byli ludźmi od czarnej roboty. „Zarobione” pieniądze wydawali na kolejne porcje ulubionych substancji. Po nitce do kłębka śledczy dotarli do organizatorów gangu — łącznie zamieszanych było aż 60 osób rozsianych po całym kraju. Jednak ktoś na górze dalej opiekował się bandą i zamiast kary śmierci jej lider dostał zaledwie 9 lat pozbawienia wolności.

#5. Biały krzyż


Pod koniec pieriestrojki kraj dotknął nowy rodzaj terroru — terror polityczny. Na ulicach Leningradu pojawiły się tajemnicze ulotki, w których mieszkańców zachęca się do wstąpienia do organizacji „Biały Krzyż” i walki zbrojnej z „czerwonym faszyzmem”. Liderem bandy okazał się Arkadij Mokiejew, milicjant, a wśród członków gangu był także jego szwagier, też milicjant. Najwyraźniej nie chodziło im wyłącznie o walkę ideologiczną. W ciągu roku dokonali wielu napadów z bronią w ręku, podczas których nie wahali się zabijać. Grupa została zatrzymana podczas przygotowywania zamachu terrorystycznego. Mokiejew otrzymał początkowo karę śmierci, ale potem zamieniono ją na 25 lat odsiadki.

sobota, 9 marca 2019

Niemiecka inwazja na Polskę w 1939 roku w kolorze

Tak wyglądała Polska w pierwszych tygodniach wkroczenia wojsk niemieckich na nasze tereny.

#1. Most Pancera łączący twierdzę Modlin z Nowym Dworem Mazowieckim.


#2. Zniszczony czołg na ulicach Warszawy.

#3. Od prawej: Wilhelm Brückner - główny adiutant Hitlera, gen. Adolf Galland - dowódca lotnictwa, marszałek polny Albert Kesselring i gen. Johannes Blaskowitz. Wszyscy oglądają defiladę zwycięstwa.

#4. Pomnik Jana Kilińskiego w Warszawie.

#5. Gdynia, ulica Świętojańska.

#6. Polki czyszczą polską broń przejętą w twierdzy Modlin.

#7. Po prawej Heinrich Himmler rozmawia z nieznanym oficerem w Warszawie po jej zajęciu.

#8. Okolice Gdańska.

#9. Park, w którym mieszkańcy Warszawy chowali poległych.

#10. Adolf Hitler przygotowujący się do lotu na polski front.

#11. Okolice twierdzy Modlin.

#12. Polscy żołnierze i pielęgniarka Czerwonego Krzyża pojmani przez Niemców.

#13. Zbliżenie na Adolfa Hitlera podczas defilady w okupowanej Warszawie.

#14. Okolice Warszawy, znak wskazuje drogę do linii frontu.

#15. Defilada zwycięstwa po wkroczeniu do Warszawy. Hitler salutuje na platformie.

#16. Warszawskie ulice po ataku Niemców.

#17. Polscy uchodźcy - Warszawa.

#18. Żydowskie dzieci i kobiety w Gostyninie.

#19. Uchodźcy z okolic Warszawy po ataku Niemiec. Napis na znaku: "Strefa niebezpieczeństwa. Nie przechodzić."

#20. Ulica Warszawy w 1939 roku.

#21. Polscy żołnierze pojmani przez Niemców.

#22. Niedokończone polskie bombowce.

#23. Mieszkańcy Warszawy chowali zmarłych na ulicach i w parkach.

#24. Niemieccy żołnierze szykujący się do defilady zwycięstwa po inwazji na Polskę.

#25. Widok na okupowaną Warszawę.

#26. Okolice Sochaczewa.

#27. Pchli targ w Warszawie.

#28. Zniszczony most w okolicach Sochaczewa.

#29. Niemcy szykują się do zasiedlenia zajętych polskich terenów.

#30. Żołnierze pojmani przez Niemców.

#31. Polscy rolnicy uciekają przed wojskami niemieckimi.


wtorek, 5 marca 2019

Wydała wygraną na loterii na mieszkanie dla bezdomnego

Sofia Andrade kupiła los na loterii w New Bedford i okazało się, że wygrała 200 dolarów. Kiedy zastanawiała się, jak je wydać, ujrzała bezdomnego. Dzień był mroźny, a mężczyzna wyglądał na przemarzniętego.
Kliknij i zobacz więcej!

W tym momencie ten człowiek - Glen Williams - żył na ulicy już trzy lata.
Wiedziałam, że te pieniądze tak naprawdę nigdy do mnie nie należały. Pomyślałam, że znalazły się u mnie po to, bym mogła mu pomóc.
Sofia zaprosiła bezdomnego, by ogrzał się w jej samochodzie i zawiozła go do najbliższej kawiarni, by napił się gorącej kawy.
Był tak wzruszony, był tak wdzięczny za szklankę gorącego napoju, że rozpłakał się i nie mógł przestać.
Potem zaczęli rozmawiać i Sofia dowiedziała się, że miejscowa noclegownia nie ma wolnych miejsc, więc nie mogą przyjąć Williamsa. Dziewczyna postanowiła wydać wygraną na pokój w motelu w pobliżu swojego domu.

Kliknij i zobacz więcej!
Nawet sobie nie wyobrażałem, że są tacy ludzie - powiedział Williams. - Zawdzięczam jej wszystko, co teraz dzieje się w moim życiu.
Sofia napisała o sprawie Williamsa na swojej stronie na Facebooku i rozpoczęła kampanię, by pomóc Williamsowi. Wiele osób odpowiedziało na jej apel, wielu mieszkańców zainteresowało się losem Williamsa.
Miejscowy fryzjer, na przykład, przyszedł do motelu, by ostrzyc Williamsa. Inni przynieśli mu ciepłe ubrania. Nawet dzieci przyłączyły się do akcji. Jedno z nich wykonało dla niego kartkę walentynkową.
Kliknij i zobacz więcej!
Trwa zbiórka pieniędzy dla Williamsa. Do tej pory udało się zgromadzić prawie 18 tysięcy dolarów.
Kliknij i zobacz więcej!
Na świecie jest tak wielu dobrych ludzi - powiedział Williams. - Przepełnia mnie wdzięczność za ich pomoc, chcę podziękować wszystkim.


Źródło: http://www.wcvb.com/news/wareham-woman-uses-lottery-winnings-to-buy-motel-room-for-homeless-man/38010316

środa, 27 lutego 2019

Co się piło w okresie amerykańskiej prohibicji?

17 stycznia 1920 obywatele Stanów Zjednoczonych otrzymali od swojego rządu dość upiorny prezent – dodana do konstytucji 18. poprawka wprowadziła w życie tzw. „szlachetny eksperyment”. W praktyce oznaczało to, że napoje alkoholowe całkowicie znikną ze sklepowych półek.

Czy Amerykanie posłusznie przerzucili się na wodę sodową i oranżadę? Oczywiście, że nie. Prohibicja nie zachęciła nikogo do odstawienia kieliszka. Pytanie tylko, skąd wziąć upragnione procenty?

Zapasy

Wbrew temu, co może się wydawać, wprowadzenie prohibicji nie było równoznaczne z zakazem spożywania alkoholu. To co było zabronione to produkcja, sprzedaż i transport procentowych trunków. Zanim więc nowe prawo weszło w życie, miliony obywateli szturmem ruszyły na sklepy monopolowe, aby wykupić tyle napojów wyskokowych, ile tylko się da. Większość obywateli musiało zadowolić się kilkoma butelkami, natomiast najzamożniejsi Amerykanie budowali sobie przepastne piwnice, które wypełniali alkoholowymi zapasami.


Farmerskie specjały

Kiedy tylko prohibicja weszła w życie, powołano 1520 federalnych agentów, których zadaniem było śledzenie i łapanie wszystkich, którzy odważą się produkować zakazany przez prawo produkt. Wbrew temu, co może się wydawać, wprowadzenie absolutnego zakazu obrotu alkoholem znalazło całkiem wielu zwolenników, którzy uważali, że napoje wyskokowe to zło w najczystszej postaci. Szczególnie duże uznanie prohibicja znalazła wśród bogobojnych farmerów zatroskanych o demoralizujący wpływ alkoholu na ich córki. Z drugiej jednak strony, to właśnie ci farmerzy mieli najłatwiejszy dostęp do produktów niezbędnych do produkcji procentowych trunków.
Na wsi produkowało się więc delicję zwaną kukurydzianą whisky, a także fermentowane napoje owocowe o średniej mocy, czyli cydry.


„Lewe” piwo

Piwo można było bez problemu kupić w każdym szanującym się spożywczaku. Były to jednak bezalkoholowe wersje tego napoju. Całe skrzynki takiego sikacza często trafiały w ręce bimbrowników, którzy wzbogacali butelki nielegalnymi procentami. Jako że bezalkoholowe piwo stało się w okresie prohibicji niezwykle popularne, a osoby raczące się tym świństwem były widokiem dość powszednim, rzadko kiedy stróże prawa wyczuwali podstęp…




Rum z importu

Kiedy upiorna wizja wiecznej trzeźwości stała się nie do wytrzymania, Amerykanie zwrócili się z prośbą o pomoc do swoich sąsiadów. Rękawy podwinęli więc szmuglerzy, zajmujący się nielegalnym transportem towarów z Kanady i Meksyku. Postawiono na rum! Najbardziej opłacało się sprowadzać go drogą morską.


Każdy, kto podjął się takiej misji, otrzymywał za skrzynkę kontrabandy 25 dolców, natomiast śmiałkowie, którzy przemycali rum drogą lądową, z uwagi na większe ryzyko, inkasowali za każdą skrzynkę po 50 dolarów.


W czasie amerykańskiej prohibicji ilość szmuglowanego z Kanady alkoholu wzrosła sześciokrotnie, natomiast przemyt z Meksyku zwiększył się aż dziesięciokrotnie.

Whisky z importu

To już była branża, którą zajmowała się mafia. Grupy przestępcze, które wcześniej trudniły się głównie rabunkami, stręczycielstwem i hazardem, miały teraz pełne ręce roboty. Trzeba było przecież liczyć profity z obrotu kontrabandą i pilnować, aby organy ścigania nie skarżyły się na zbyt niskie łapówki.
Zarówno Al Capone, jak i Lucky Luciano, zajmowali się m.in. ściąganiem whisky z Kanady. Stamtąd też sprowadzano francuskie wina i szampany. Na tym procederze do kieszeni Ala Capone co roku spływało okrągłe 100 milionów dolarów.


Winogronowa cegła? Uwaga, aby nie sfermentowała!

Całkiem sprytny sposób na ominięcie zakazu sprzedaży alkoholu mieli farmerzy z zachodniego wybrzeża, którzy to zaczęli czerpać wielkie zyski z hodowli winogron. Całkiem legalnie wytwarzali oni koncentrat z tych owoców i sprzedawali go w formie gustownych cegieł. Na kartonowym opakowaniu takiego produktu widniał jednak napis ostrzegający nabywców: „Po rozrobieniu koncentratu w jednym galonie wody uważaj, aby nie zostawić go na dwadzieścia dni w zaciemnionym miejscu, bo może zamienić się w wino!”
Od momentu wejścia w życie prohibicji zapotrzebowanie na ten produkt było tak wielkie, że produkcja winogronowego koncentratu zwiększyła się 700-krotnie!


Alkohol przemysłowy

Oczywiście zakaz produkcji i sprzedaży płynów z procentami nie dotyczył alkoholu wykorzystywanego w przemyśle. Przestępcy mieli swoje źródła, skąd zaopatrywali się w ogromne ilości np. metanolu. Następnie płyn trafiał w troskliwe ręce mafijnych chemików, którzy z większym lub mniejszym skutkiem sprawiali, że dało się go wypić i nie umrzeć. W najgorszym wypadku konsumenci potwornie się zatruwali i tracili wzrok... Kiedy władze zorientowały się, że gangsterzy uskuteczniają taki proceder, nakazały dodatkowo zatruwać przemysłowy alkohol. W efekcie posłały do krainy wiecznych łowów ponad 10 tysięcy osób!


Bimber

Oczywiście zaraz po wprowadzeniu nowego prawa drastycznie zwiększyła się też ilość melin wyspecjalizowanych w tworzeniu prawdziwego paliwa rakietowego. Zapotrzebowanie na mocne, tanie alkohole było tak duże, że większość bimbrowników nad jakość stawiała ilość produkowanego alkoholu. Szczególnie dobrze w tym procederze radziły sobie włoskie, żydowskie i… polskie gangi. Mickey Duffy, gangster o polskich korzeniach, był w okresie prohibicji jednym z największych bimbrowych potentatów w USA.


Wino dla rabina

W 18. poprawce do amerykańskiej konstytucji znalazło się kilka kruczków, które można było wykorzystać. I tak na przykład żydowscy duchowni oraz starozakonne rodziny miały prawo kupować i dystrybuować 10 galonów koszernego wina rocznie. Sprawa oczywiście nieco wymknęła się spod kontroli i ceremonialny napitek trafiał też do gardeł przypadkowych miłośników alkoholu.


Whisky, ale medyczne!

Drugą prawną „nieszczelnością” w 18. poprawce było zezwolenie na przepisywanie pacjentom małych dawek whisky przez lekarzy. Alkohol traktowany był jako lekarstwo stosowane przy niektórych nowotworach, problemach z trawieniem czy depresji. Chory mógł za cenę 3 dolarów dostać receptę na zakup ok. pół litra „lekarstwa” co 10 dni.


Oczywiście liczba osób wymagających leczenia drastyczne poszła w górę, gdy tylko amatorzy procentów dowiedzieli się o nowych możliwościach pozyskania alkoholu. Lekarze tymczasem cieszyli się, że mają tylu klientów.

Prohibicja nie działa!

Prohibicja przyniosła za sobą więcej szkód niż pożytku. Gwałtownie wzrosła przestępczość, a czerpiące zyski na obrocie nielegalnym produktem gangi stały się prawdziwym wrzodem na tyłku stróżów prawa... Oczywiście tych, którzy nie dali się przekupić. Korupcja policji i sądów stała się bowiem chlebem powszednim.
Spożycie alkoholu przez mieszkańców USA początkowo zmalało, aby parę lat później gwałtownie wzrosnąć. Zmieniła się za to kultura picia - ludzie do nieprzytomności opijali się w domach. Jakby tego było mało, bardzo popularnym produktem stały się papierosy. W okresie prohibicji trzykrotnie zwiększyła się ilość osób uzależnionych od nikotyny.
Władze przestały czerpać zyski z obrotu napojami alkoholowymi, a zaczęły dokładać fortunę do walki z czarnorynkowym procederem. Szacuje się, że w ten sposób utopiono okrągły miliard dolarów.
23 marca 1933 roku prezydent Roosevelt podpisał nową poprawkę, na mocy której do sklepów wróciło piwo i lekkie wina. Składając swój podpis na dokumencie, polityk miał powiedzieć: "Myślę, że to dobra pora na piwo".





Źródło: http://www.history.com/news/history-lists/8-things-you-should-know-about-al-capone , http://www.history.com/news/10-things-you-should-know-about-prohibition